Najpierw płacisz przy kasie. Potem odkładasz pustą butelkę do torby. Przez kilka dni znosisz jej obecność w kuchni, przedpokoju albo bagażniku. W końcu idziesz do sklepu, stajesz przy automacie, wkładasz opakowanie i nagle maszyna oddaje je z powrotem. Bez negocjacji. Bez przeprosin. Bez zwrotu pieniędzy.
To zaczyna się zwykle od jednego obrazka, który wygląda jak kadr z reklamy czegoś, co nigdy nie istniało. Potem pojawia się podpis, brzmiący jak żart opowiedziany w półśnie: logiczny na pierwszy rzut oka, a po sekundzie zupełnie rozklejony. Ten moment zawieszenia, kiedy mózg próbuje dopiąć sens, działa jak haczyk. Internet oszalał na punkcie memów AI właśnie dlatego, że cyfrowy absurd ma tu formę perfekcyjnie dopasowaną do feedu. Nie trzeba znać kontekstu, nie trzeba śledzić serialu memów od miesięcy. Wystarczy sekunda, żeby zrozumieć, że ogląda się coś „prawie normalnego”, a jednak kompletnie odklejonego.

